Klient dzwoni do hydraulika w dwóch sytuacjach: gdy leje się woda i gdy planuje remont. Strona, która obsługuje tylko drugą, traci połowę telefonów. Robimy takie, które obsługują obie.
Prawie zawsze w jednej z dwóch sytuacji. Albo woda leci po ścianie i telefon trzeba wykonać w ciągu kilku minut, albo trwa remont i ktoś spokojnie zbiera oferty na instalację.
To dwa zupełnie różne stany umysłu i strona musi obsłużyć oba. Przy awarii liczy się jedno: ile sekund dzieli człowieka od wykonania połączenia. Przy remoncie liczy się to, czy widać, że robisz takie instalacje na co dzień.
Większość stron hydraulików obsługuje tylko drugą sytuację. Piszą o doświadczeniu i solidności, a numer telefonu chowają w stopce. Przy awarii ta strona jest bezużyteczna i klient dzwoni do następnego z listy.
Poniższe punkty biorą się z tego, jak faktycznie wygląda decyzja o wyborze fachowca, a nie z listy funkcji.
Duży, klikalny numer na pierwszym ekranie, na telefonie jedno dotknięcie i połączenie idzie. Nie w stopce, nie w zakładce kontakt. To najważniejszy element całej strony.
Jeśli jeździsz do awarii wieczorem albo w weekend, to musi stać na górze strony. To jest jedyny powód, dla którego ktoś dzwoni do nieznanej firmy zamiast czekać na polecenie.
Nie „okolice Katowic”, tylko wypisane dzielnice i miejscowości. Klient sprawdza, czy w ogóle dojedziesz, zanim zacznie czytać cokolwiek innego.
Awarie, instalacje w nowym budownictwie, wymiana pieca, hydraulika łazienkowa, udrażnianie. Ktoś planujący remont szuka konkretnej pozycji, nie ogólnego hasła o usługach hydraulicznych.
Zdjęcia z internetu każdy rozpozna. Nawet przeciętne zdjęcie zrobione telefonem po wykonanej instalacji działa lepiej niż idealne zdjęcie stockowe, bo jest dowodem, że pracujesz.
Najczęstsza obawa to nie cena, tylko brak informacji o cenie. Nawet sam koszt dojazdu i wyceny ustawia rozmowę i odsiewa telefony, na które i tak byś nie pojechał.
Formularz przy awarii nie zadziała nigdy. Człowiek nie będzie czekał na odpowiedź, gdy woda leci na podłogę. Formularz ma sens jako druga droga, przy zapytaniach o wycenę remontu, ale nigdy jako główna.
Klient patrzył na to samo zdjęcie na pięciu innych stronach, bo pochodzi z tej samej darmowej bazy. Zamiast budować zaufanie, mówi wprost, że strona jest szablonem. Własne zdjęcie z pracy działa odwrotnie.
Jeśli nie pracujesz po dwudziestej, napisz to. Zaoszczędzisz sobie nocnych telefonów, a klient nie zapamięta Cię jako kogoś, kto nie odbiera. Jeśli pracujesz, tym bardziej to napisz, bo to Twoja przewaga.
Facebook jest dobry do pokazywania bieżących prac, ale ludzie szukający hydraulika wpisują zapytanie w Google, nie na Facebooku. Do tego profil nie wyświetla się w wynikach lokalnych tak jak strona i nie masz nad nim kontroli. Najlepiej mieć oba, a profil linkować ze strony.
Da się, ale strona będzie słabsza. Wystarczy, że przez kolejny miesiąc będziesz robił telefonem zdjęcie po każdej skończonej robocie. Nawet dziesięć zdjęć wystarczy, żeby stronę zauważalnie wzmocnić, a dołożymy je później.
Nikt uczciwy nie poda liczby. Strona nie tworzy popytu, tylko sprawia, że trafia do Ciebie ktoś, kto już szuka. Największa różnica jest przy klientach z polecenia: dziś ktoś dostaje Twój numer i sprawdza Cię w Google. Jeśli nic nie znajduje, część takich osób odpada.
Napisz kilka zdań o tym, czym się zajmujesz i gdzie dojeżdżasz. Resztę ustalimy w rozmowie, a projekt zobaczysz przed publikacją.